czwartek, 24 maj 2012
NEXT / Artykuły / NEXT 1/2009 / Artykuły z NEXT 1/2009 / Wielki Brat Google

NEXT 1/2009 - Wielki Brat Google

Wielki Brat Google - ikonka czy Google nas szpieguje?

Data: 16 grudzień 2008
Identyfikator: 090117

Google buduje swoje imperium, tworząc usługi, które są wyrafinowane technicznie i użyteczne. Niestety, aby z nich korzystać, użytkownicy zmuszeni są przekazać w obce ręce bardzo wiele informacji na swój temat. Mogą być one wykorzystane niezgodnie z pierwotnymi założeniami. 


Zdaniem eksperta

  • Peter Fleisher
    Global Privacy Counsel w Google
Przywiązujemy wagę do tego, aby serwis Widok ulicy pozostawał w zgodzie z prawem obowiązującym w każdym kraju, w którym jest lokalizowany. Takie funkcje jak zamazywanie części obrazu oraz możliwość usuwania zdjęć są skutecznymi sposobami na zapewnienie prywatności każdemu. Oferujemy także wszystkim, którzy zażądają usunięcia zdjęć ich dzieci, samochodów czy domów, możliwość dokonania tego bezpośrednio w serwisie.

W raporcie Privacy International na temat ochrony danych wrażliwych w najpopularniejszych serwisach internetowych najniższą ocenę otrzymał Google. W dokumencie o wymownej nazwie Privacy 2007, Race to the bottom? (ang. Prywatność 2007, Wyścig do dna?) tę firmę jako jedyną określono mianem: wróg prywatności. Podstawowym zarzutem ze strony autorów jest odmowa przyznania się przez Google, że w ogóle gromadzi wrażliwe informacje.

Dotyczy to w szczególności adresów IP, które przez giganta z Mountain View nie są traktowane jako informacje prywatne. Google zapisuje je przy każdym zapytaniu do wyszukiwarki. Są one następnie przechowywane w formie niezanonimizowanej przez okres 9 miesięcy, po czym usuwana jest ostatnia część numeru IP, a pozostałe trzy są dalej przechowywane. Ponadto, jak twierdzą autorzy raportu, Google odmawia ujawnienia, w jaki sposób przetwarza zgromadzone informacje. Nie daje także możliwości skasowania informacji na temat konkretnego użytkownika. 

Grypa na podstawie zapytań

Z argumentacją Privacy International dotyczącą adresów IP trudno się nie zgodzić. Oczywiście sam adres IP nie jest informacją identyfikującą człowieka, a co najwyżej komputer. Jednak sytuacja zmienia się diametralnie, jeśli numer zostanie powiązany z informacjami pozyskanymi na podstawie analizy treści zapytań do wyszukiwarki, listów wysyłanych z Gmaila czy dokumentów i zdjęć przechowywanych w aplikacjach Google. Dzięki agregacji tych danych można stworzyć dokładny profil każdego użytkownika wyszukiwarki. Google broni się, że używa tych danych wyłącznie w celach statystycznych, a także do udoskonalania i personalizacji wyników wyszukiwania na podstawie historii (patrz: ramka). 

Historia online: zobacz, ile danych ma na twój temat Google

Historia wyszukiwania dobrze ilustruje ogrom informacji, jakie Google gromadzi na temat użytkowników. Jeśli włączyłeś usługę Historia online (ang. Search history), możesz zobaczyć, jak często i w jakich porach korzystasz z wyszukiwarki. Oprócz tego dostępna jest lista zapytań, od momentu aktywowania usługi. Dane te są gromadzone niezależnie od tego, czy usługa jest aktywna. Tyle że gdy jest nieaktywna, nie możesz do nich zajrzeć. Na podstawie informacji zgromadzonych w historii wyszukiwania Google personalizuje wyniki. Google zachęca użytkowników do rozszerzenia historii wyszukiwania o historię przeglądanych stron, które potrafi rejestrować i wysyła do serwisu pasek narzędziowy Google.

Jednak jak się okazuje, nie tylko. Niedawno pojawił się w sieci serwis Google Flu. Amerykanie mogą w nim sprawdzić natężenie pandemii grypy w swojej okolicy oraz dane z poprzednich lat. Wspaniałe narzędzie, tylko skąd te informacje? Okazuje się, że inżynierowie Google opracowali algorytm, który potrafi określić poziom infekcji na podstawie zapytań do wyszukiwarki i... geolokacji adresów IP. Trafność tych szacunków potwierdzają dane epidemiologiczne, które w przeciwieństwie do danych Google pojawiają się z dużym opóźnieniem. 

Czy Google Flu w tej formie jest zagrożeniem dla prywatności? Nie. Dobrze ilustruje jednak ryzyko, jakie niesie ze sobą agregacja danych z wyszukiwarki. Wyobraźmy sobie, że dane te są wykorzystywane jako podstawa do podejmowania decyzji biznesowych, np. do podnoszenia cen na leki w miejscach nasilenia infekcji (ludzie i tak kupią, bo muszą) albo ograniczenia praw obywatelskich, np. przez wprowadzenie kwarantanny? Już teraz Google wykorzystuje serwis do reklamowania klinik, które oferują szczepionki. Wystarczy podać kod pocztowy, by dostać listę punktów szczepień w promieniu 5 mil od miejsca zamieszkania. 

Publiczny widok ulicy

Z bardzo dużą krytyką obrońców prawa do prywatności spotkał się inny ambitny skądinąd projekt – Street View (ang. widok ulicy), czyli 360-stopniowa panorama ulicy ze zdjęć, widoczna na Google Maps. Usługa przydatna, bo w dowolnym miejscu można się rozejrzeć tak, jakby się stało na chodniku. Jednak na zdjęciach, które z założenia miały prezentować otoczenie, rozgrywa się życie ludzi, którzy przypadkowo znaleźli się w zasięgu kamer Google. Widać twarze przechodniów, bawiące się dzieci, samochody, zwierzęta.

Niezawodni blogerzy wykryli sceny kradzieży, ludzi uchwyconych w momencie, gdy upadają na ulicę, opalające się, roznegliżowane panie itp. Czy zarejestrowanie tych sytuacji to naruszenie prywatności? W świetle prawa większości krajów – nie. Jednak gdy weźmiemy pod uwagę efekt Google, czyli uczynienie danej informacji łatwo dostępną dla każdego, zaczynamy mieć wątpliwości. Kilka krajów, głównie znana z dyskrecji Szwajcaria, sprzeciwia się zarejestrowaniu i udostępnieniu w sieci widoku ulicy z terytorium ich kraju. Amerykańscy obrońcy prywatności nie mają możliwości zablokowania projektu, ale starają się wymusić przynajmniej zamazanie twarzy przechodniów.

Prywatność za użyteczność?

W obydwu wypadkach Google stawia przed alternatywą: prywatność czy użyteczność? Chcemy wiedzieć, kiedy warto się szczepić na grypę, ale żeby było to możliwe, musimy zgodzić się na pewną formę inwigilacji. Podobnie rzecz się ma z widokiem ulicy, a także np. historią wyszukiwania. Wejście na stronę tego serwisu po roku od uruchomienia wprawia w osłupienie. Wszystkie zapytania do wyszukiwarki są odnotowane, łącznie z datą i godziną, cała aktywność jest zaprezentowana w formie eleganckich słupków. Na szczęście możemy to wszystko skasować. Ale czy nie lepiej zostawić to tak jak jest i cieszyć się lepiej działającą wyszukiwarką?


Ocena: +++++    (aby ocenić, musisz się zalogować w serwisie)

Podobne artykuły:

Komentarze:

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował.
Niezalogowany

Aby mieć dostęp do niektórych części serwisu NEXT (np. forum dyskusyjnego, oceny numeru, newslettera), musisz posiadać konto w naszym serwisie. Zachęcamy do darmowej rejestracji!

Jeżeli posiadasz już konto w serwisie, to zaloguj się.