15 lat Comarchu
Data: 19 sierpień 2008
Wymaga od swoich ludzi pracy od rana do nocy. Płaci
na światowym poziomie. W firmie ma 130 osób, które zarabiają ponad 6 tys. euro miesięcznie. Profesor Janusz Filipiak, założyciel i prezes jednego z największych w Polsce koncernów IT – Comarch SA, w rozmowie z magazynem NEXT.
Strona 1 z 3
|
Czym się zajmuje Comarch SA?
|
Comarch to druga co do wielkości polska spółka IT. Zajmuje się budowaniem systemów informatycznych, a także produkcją i sprzedażą oprogramowania dla firm i administracji. Działa przede wszystkim w pięciu sektorach: telekomunikacji, bankowości, handlu i usług, administracji publicznej oraz małych i średnich firm. Spółka od 1998 roku notowana jest na warszawskiej giełdzie. W dniu pisania artykułu (połowa lipca) kapitalizacja spółki wynosiła 540 mln zł.
|
NEXT: Jak z profesora Akademii Górniczo-Hutniczej stał się Pan biznesmenem, szefem jednej z największych firm IT w tej części Europy?
Janusz Filipiak: Nowoczesna nauka jest skomercjalizowana. Mniej prowadzi się badań podstawowych, więcej takich, które są wstępem do produkcji. W latach 80. prowadziłem prace wdrożeniowe na Zachodzie, w Australii, Kanadzie, Francji. W tego rodzaju badaniach, już podczas prac naukowo-badawczych, myśli się
o biznesie. Trzeba umieć się przebić ze swoim wynalazkiem, opatentować go i sprzedać.
|
Przychody według branży
|
|
NEXT: Gdyby Pan nie wyjechał i nie poznał tego podejścia do nauki za granicą, czy w ogóle stworzyłby Pan firmę? Biznesowe nastawienie do nauki jest dość rzadkie wśród badaczy w Polsce.
JF: Jeszcze przed wyjazdem w 1984 roku miałem ciągoty do badań o charakterze komercyjnym. W Hucie Katowice pracowałem przy projektowaniu systemu informatycznego dla ciągu stalownia – walcowania. Podobny system współtworzyłem w Japonii w 1976 roku. Myślę, że bez doświadczeń z Zachodu robiłbym w Polsce coś podobnego.
NEXT: Dobrze się Panu powodziło na Zachodzie, dlaczego więc postanowił Pan wrócić do kraju zaledwie po kilku latach?
JF: Emigracja jest ciężkim kawałkiem chleba. Ludzie emigrują z konieczności. Wtedy motywacją był znacznie wyższy poziom życia na Zachodzie niż w Polsce. Po pięciu latach tułania się po świecie zadaliśmy sobie z żoną pytanie, czy chcemy zostać, czy wracać do kraju. Decyzja o powrocie była tym łatwiejsza, że zaszły w tym czasie zmiany polityczne. Przede wszystkim można było mieć w domu paszport. Już wtedy wiedziałem, że mogę znaleźć pracę w dowolnym kraju, więc decyzja o powrocie nie musiała być ostateczna. Wiedzieliśmy, że jak coś nie zagra, to mając w ręku paszport, będziemy mogli wyjechać.
|
|
Aż połowa przychodów firmy pochodzi ze świadczenia usług związanych z budowaniem systemów informatycznych. Sprzedaż licencji na własne oprogramowanie to tylko 15 proc. przychodów w 2007 roku.
|
NEXT: Chyba jeszcze ważne było to, że można było tu założyć biznes?
JF: W 1989 roku jeszcze nikt nie wiedział, jak to będzie. Wtedy o własnej firmie nie myślałem. Wróciłem na uczelnię, gdzie zostałem szefem katedry telekomunikacji.
NEXT: Od Pana powrotu do założenia Comarchu minęło kilka lat...
JF: Firma powstała w 1993 roku, czyli dokładnie 15 lat temu.
NEXT: Jaki produkt umożliwił Panu rozpoczęcie działalności biznesowej?
JF: TP SA zleciła nam projekt badawczy, który zakładał stworzenie systemu nadzoru sieci – Sestel. Ten system jest do dzisiaj używany. Rejestruje on wszystkie zasoby sieci: łącza transmisyjne, centrale telefoniczne itd. Po wykonaniu pracy badawczej w ramach katedry okazało się, że ktoś musi ten system zrealizować. Wtedy rektor poradził mi, żeby założyć firmę.
W ramach uczelni to wdrożenie byłyby trudno wykonalne. Brakowało etatów, zdolności kredytowej, możliwości prowadzenia działalności czysto komercyjnej.
Comarch powstał przy uczelni jako firma wykonawcza. Tak funkcjonował przez 5 lat. Jednocześnie byłem szefem katedry, w ramach której robiliśmy prace badawczo-naukowe, i szefem firmy wykonawczej, która rozwijała się niezależnie, choć funkcjonowała początkowo w budynku AGH. To, co zrobiliśmy, to amerykański model spin-off, w ramach którego wykształciły się takie firmy, jak Cisco czy Sun. Ścisła symbioza z uczelnią trwała aż do momentu naszego wejścia na giełdę w 1998 roku. Wtedy musiałem zdecydować, którą ścieżką iść: być prezesem czy zostać na uczelni. Trudno było kierować katedrą i jednocześnie szefować firmie, która zatrudniała już wówczas około 400 osób i miała 70 mln dolarów przychodu.
NEXT: Czy komukolwiek w naszym kraju udała się podobna droga?
JF: Zarówno w Polsce, jak i Europie często zdarza się, że profesorowie mają swoje firmy. Jednak mało kto decyduje się pójść na całość tak jak ja i całkowicie zostawić uczelnię.
NEXT: Jak długo Telekomunikacja była najważniejszym klientem?
JF: TP SA była jedynym klientem do 1996 roku, kiedy to zaczęliśmy robić także systemy dla bankowości. Stosunkowo szybko musieliśmy zdywersyfikować ofertę. Obecnie kierujemy nasze produkty i usługi do pięciu obszarów. Poza telekomunikacją i bankowością są to: sektor usługowy (np. hipermarkety, stacje benzynowe), sektor publiczny (administracja państwowa i samorządowa) oraz małe i średnie przedsiębiorstwa. Dywersyfikacja pozwala ustabilizować rozwój niezależnie od tego, jaka jest sytuacja w pojedynczych segmentach rynku.
Ocena: 



(aby ocenić, musisz się zalogować w serwisie)
Podobne artykuły: