czwartek, 24 maj 2012
NEXT / Artykuły / NEXT 9/2008 / Artykuły z NEXT 9/2008 / Z uczelni na GIEŁDĘ

NEXT 9/2008 - Z uczelni na GIEŁDĘ

Z uczelni na GIEŁDĘ - ikonka 15 lat Comarchu

Data: 19 sierpień 2008

Wymaga od swoich ludzi pracy od rana do nocy. Płaci na światowym poziomie. W firmie ma 130 osób, które zarabiają ponad 6 tys. euro miesięcznie. Profesor Janusz Filipiak, założyciel i prezes jednego z największych w Polsce koncernów IT – Comarch SA, w rozmowie z magazynem NEXT.

Strona 1 z 3
< Poprzednia 1 2 3 Następna >

Czym się zajmuje Comarch SA?

Comarch to druga co do wielkości polska spółka IT. Zajmuje się budowaniem systemów informatycznych, a także produkcją i sprzedażą oprogramowania dla firm i administracji. Działa przede wszystkim w pięciu sektorach: telekomunikacji, bankowości, handlu i usług, administracji publicznej oraz małych i średnich firm. Spółka od 1998 roku notowana jest na warszawskiej giełdzie. W dniu pisania artykułu (połowa lipca) kapitalizacja spółki wynosiła 540 mln zł.

NEXT: Jak z profesora Akademii Górniczo-Hutniczej stał się Pan biznesmenem, szefem jednej z największych firm IT w tej części Europy?
Janusz Filipiak: Nowoczesna nauka jest skomercjalizowana. Mniej prowadzi się badań podstawowych, więcej takich, które są wstępem do produkcji. W latach 80. prowadziłem prace wdrożeniowe na Zachodzie, w Australii, Kanadzie, Francji. W tego rodzaju badaniach, już podczas prac naukowo-badawczych, myśli się o biznesie. Trzeba umieć się przebić ze swoim wynalazkiem, opatentować go i sprzedać.

Przychody według branży

NEXT: Gdyby Pan nie wyjechał i nie poznał tego podejścia do nauki za granicą, czy w ogóle stworzyłby Pan firmę? Biznesowe nastawienie do nauki jest dość rzadkie wśród badaczy w Polsce.
JF: Jeszcze przed wyjazdem w 1984 roku miałem ciągoty do badań o charakterze komercyjnym. W Hucie Katowice pracowałem przy projektowaniu systemu informatycznego dla ciągu stalownia – walcowania. Podobny system współtworzyłem w Japonii w 1976 roku. Myślę, że bez doświadczeń z Zachodu robiłbym w Polsce coś podobnego.

NEXT: Dobrze się Panu powodziło na Zachodzie, dlaczego więc postanowił Pan wrócić do kraju zaledwie po kilku latach?
JF: Emigracja jest ciężkim kawałkiem chleba. Ludzie emigrują z konieczności. Wtedy motywacją był znacznie wyższy poziom życia na Zachodzie niż w Polsce. Po pięciu latach tułania się po świecie zadaliśmy sobie z żoną pytanie, czy chcemy zostać, czy wracać do kraju. Decyzja o powrocie była tym łatwiejsza, że zaszły w tym czasie zmiany polityczne. Przede wszystkim można było mieć w domu paszport. Już wtedy wiedziałem, że mogę znaleźć pracę w dowolnym kraju, więc decyzja o powrocie nie musiała być ostateczna. Wiedzieliśmy, że jak coś nie zagra, to mając w ręku paszport, będziemy mogli wyjechać.

Aż połowa przychodów firmy pochodzi ze świadczenia usług związanych z budowaniem systemów informatycznych. Sprzedaż licencji na własne oprogramowanie to tylko 15 proc. przychodów w 2007 roku.

NEXT: Chyba jeszcze ważne było to, że można było tu założyć biznes?
JF: W 1989 roku jeszcze nikt nie wiedział, jak to będzie. Wtedy o własnej firmie nie myślałem. Wróciłem na uczelnię, gdzie zostałem szefem katedry telekomunikacji.

NEXT: Od Pana powrotu do założenia Comarchu minęło kilka lat...
JF: Firma powstała w 1993 roku, czyli dokładnie 15 lat temu.

NEXT: Jaki produkt umożliwił Panu rozpoczęcie działalności biznesowej?
JF: TP SA zleciła nam projekt badawczy, który zakładał stworzenie systemu nadzoru sieci – Sestel. Ten system jest do dzisiaj używany. Rejestruje on wszystkie zasoby sieci: łącza transmisyjne, centrale telefoniczne itd. Po wykonaniu pracy badawczej w ramach katedry okazało się, że ktoś musi ten system zrealizować. Wtedy rektor poradził mi, żeby założyć firmę. W ramach uczelni to wdrożenie byłyby trudno wykonalne. Brakowało etatów, zdolności kredytowej, możliwości prowadzenia działalności czysto komercyjnej.
Comarch powstał przy uczelni jako firma wykonawcza. Tak funkcjonował przez 5 lat. Jednocześnie byłem szefem katedry, w ramach której robiliśmy prace badawczo-naukowe, i szefem firmy wykonawczej, która rozwijała się niezależnie, choć funkcjonowała początkowo w budynku AGH. To, co zrobiliśmy, to amerykański model spin-off, w ramach którego wykształciły się takie firmy, jak Cisco czy Sun. Ścisła symbioza z uczelnią trwała aż do momentu naszego wejścia na giełdę w 1998 roku. Wtedy musiałem zdecydować, którą ścieżką iść: być prezesem czy zostać na uczelni. Trudno było kierować katedrą i jednocześnie szefować firmie, która zatrudniała już wówczas około 400 osób i miała 70 mln dolarów przychodu.

NEXT: Czy komukolwiek w naszym kraju udała się podobna droga?
JF: Zarówno w Polsce, jak i Europie często zdarza się, że profesorowie mają swoje firmy. Jednak mało kto decyduje się pójść na całość tak jak ja i całkowicie zostawić uczelnię.

NEXT: Jak długo Telekomunikacja była najważniejszym klientem?
JF: TP SA była jedynym klientem do 1996 roku, kiedy to zaczęliśmy robić także systemy dla bankowości. Stosunkowo szybko musieliśmy zdywersyfikować ofertę. Obecnie kierujemy nasze produkty i usługi do pięciu obszarów. Poza telekomunikacją i bankowością są to: sektor usługowy (np. hipermarkety, stacje benzynowe), sektor publiczny (administracja państwowa i samorządowa) oraz małe i średnie przedsiębiorstwa. Dywersyfikacja pozwala ustabilizować rozwój niezależnie od tego, jaka jest sytuacja w pojedynczych segmentach rynku.


Tagi: wywiad  
Ocena: +++++    (aby ocenić, musisz się zalogować w serwisie)

< Poprzednia 1 2 3 Następna >

Podobne artykuły:

Komentarze:

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował.
Niezalogowany

Aby mieć dostęp do niektórych części serwisu NEXT (np. forum dyskusyjnego, oceny numeru, newslettera), musisz posiadać konto w naszym serwisie. Zachęcamy do darmowej rejestracji!

Jeżeli posiadasz już konto w serwisie, to zaloguj się.