znaczniki RFID
Data: 16 listopad 2007
Identyfikator: 070320
Małe urządzenie elektroniczne ukryte w książce czy kurtce przyspiesza obsługę przy kasie, pozwala szybko zorientować się, jaki jest stan zapasów magazynowych, ale może też zagrażać naszej prywatności. Szpieg,
czy cud techniki? Opinie o technologii RFID są podzielone.
Strona 1 z 2
|
Pasywne znaczniki RFID
|
|
|
Czytnik (np. bramka sklepowa) emituje stały
sygnał na określonej częstotliwości. Gdy dotrze
on do anteny znacznika, wokół niej powstaje
pole elektromagnetyczne. Na zasadzie indukcji
zostaje wzbudzony prąd elektryczny, który
zasila układ. W efekcie wysyłana zostaje
informacja zwrotna, która trafia do czytnika.
|
Co piszczy w torbie w trakcie wychodzenia ze sklepu? Zdaniem jednych to szpieg, który pozbawi nas wkrótce prywatności, według innych to miniaturowy cud techniki. W obu sytuacjach chodzi o te same urządzenia – transpondery RFID, zwane także tagami lub znacznikami. To miniaturowe nadajniki wysyłające zakodowany sygnał na żądanie czytnika. Niby banalna rzecz, ale dzięki prostocie działania i niskim kosztom produkcji, możliwości ich praktycznego zastosowania są ogromne.
Perpetuum mobile
Radio Frequency Identification (RFID) bywa czasem nazywany radiowym kodem kreskowym. To trafne określenie, gdyż towary wyposażone w znaczniki same meldują się z pewnej odległości od czytnika, bez konieczności bezpośredniego kontaktu urządzeń i bez potrzeby nawiązywania łączności za pomocą złożonego protokołu. RFID działa w bardzo prosty sposób: sygnał radiowy wysłany przez czytnik dociera do anteny znacznika, gdzie jest odczytywany, i jeśli zgadza się z zapisanym wzorcem, transponder wysyła swój identyfikator, zapisany na stałe w jego strukturze.
Maksymalna odległość, z jakiej potrafią zgłosić się stosowane dziś układy, wynosi nawet do 6 m. Nie zasięg jest jednak najważniejszym czynnikiem, który sprawia, że RFID spotkamy już niemal w każdym sklepie. Najistotniejsze są dwie cechy: cena i trwałość.
Koszt wyprodukowania najprostszych, bezprocesorowych znaczników tego typu wynosi dzisiaj kilka centów (przy zamówieniu rzędu miliona sztuk). Dzięki temu opłaca się za pomocą tej technologii zabezpieczać przed kradzieżą nawet relatywnie tanie artykuły. W praktyce jednak często wykorzystywane są bardziej zaawansowane urządzenia, wyposażone w procesor, pamięć, a czasami także źródło zasilania. Kosztują one więcej – nawet do kilkudziesięciu dolarów za sztukę, ale za to mogą mieć dodatkowe funkcje, np. mierzą temperaturę. Istnieją też modele wysyłające w stałych odstępach czasu informacje bez zapytania czytnika.
Elektroniczne etykiety z własnym zasilaniem zachowują sprawność przeważnie przez kilka lat. Najtańsze mogą działać wiecznie. Nie mają własnego zasilania, więc nie zużywają się nawet po latach, a dzięki temu, że zatopiono je w plastiku, są niemal niezniszczalne.
Zwalczą złodziei i bałagan
Znaczki RFID stosuje się obecnie do różnych celów. Najczęściej można je spotkać w roli zabezpieczeń antykradzieżowych na towarach w sklepie. Jeśli nieuczciwy klient będzie chciał coś wynieść, zostanie przyłapany przy przechodzeniu przez bramkę – układ wyśle do niej sygnał, włączając w ten sposób alarm.
W handlu i przemyśle pełnią one też drugą rolę – pozwalają szybko i precyzyjnie określić stan zapasów magazynowych. Każdy oznaczony pakunek, opuszczając miejsce składowania, melduje się przy wyjściu. Gdyby mimo wszystko pojawił się bałagan, wystarczy po prostu przejść z nadajnikiem między półkami, by wszystkie produkty zgłosiły swoją obecność.
Technologia ta utrudni życie także fałszerzom i złodziejom tożsamości, którym nie będzie łatwo podrabiać dokumentów zabezpieczonych odpowiednim tagiem. W jego pamięci (niektóre modele mają EEPROM) można zapisać informacje o użytkowniku, włącznie ze zdjęciem. Aby coś zmienić w dokumencie, trzeba wprowadzić odpowiednie poprawki w pamięci znacznika, co nie jest proste.
Układy RFID wykorzystuje się także do bardziej wyrafinowanych zadań: od znakowania zwierząt, przez tworzenie nowoczesnych dokumentów tożsamości, po zabezpieczenia antyterrorystyczne. W krajach, gdzie porwania dla okupu są na porządku dziennym, bogatsi obywatele wszczepiają sobie tagi pozwalające namierzyć ich w sytuacji, gdyby zostali uprowadzeni. Oczywiście zasięg nadal wymaga, aby ekipy poszukiwawcze znajdowały się dość blisko miejsca ukrycia porwanego, ale i tak zwiększa to szanse jego przeżycia.
Cieńsze od papieru
Najciekawsze, choć niekoniecznie najbardziej wyrafinowane znaczniki RFID to te, które pozbawione są własnego zasilania. Wbudowana w to proste urządzenie antena, odbierając przychodzący sygnał, wzbudza pole elektromagnetyczne, które indukuje dość prądu, by uruchomić procesor. Ten zaś wysyła zapisaną w mikroukładzie informację. Brak zasilania oznacza, że takie tagi mogą być bardzo małe, a do tego gotowe do działania bardzo długo. Najmniejsze z nich, wyprodukowane w 2007 roku przez Hitachi, mają kształt kwadratów o długości boku zaledwie 0,05 milimetra i są tak cienkie, że można je umieścić wewnątrz kartki papieru. Znacznie gorzej udaje się miniaturyzować antenę – ze względu na to, że pełni ona także funkcję generatora prądu, często jest większa niż sam układ przetwarzający dane i wysyłający je z powrotem. Urządzenie Hitachi wymaga anteny, która jest 80 razy większa od transpondera. Jednak nawet pomimo umieszczenia relatywnie dużej anteny, stosowane dzisiaj tagi RFID są tak małe, że praktycznie niewidoczne. Można je bez trudu ukryć w dowolnym przedmiocie, nawet ubraniu. To wielka zaleta tych gadżetów, która wzbudza równocześnie najwięcej kontrowersji.
W zależności od częstotliwości radiowej, którą wykorzystują, ich zasięg może wynosić zaledwie 10 cm lub kilka metrów. Istnieją jednak prototypowe konstrukcje, mogące odpowiedzieć czytnikowi oddalonemu nawet o kilkaset metrów. Można się spodziewać, że niedługo każdy będzie nosił przy sobie kilka transponderów RFID, które dadzą się odczytać z dużej odległości.
Ocena: 



(aby ocenić, musisz się zalogować w serwisie)
Podobne artykuły: