prawo przemiany ilości w jakość
Data: 19 luty 2008
Każda sieć się rozrasta – nowe komputery, nowe połączenia, nowe informacje. Dzielimy się z nią swoimi uczuciami, powierzamy tajemnice, oddajemy wiedzę.
Aż w końcu staje się istotą żywą. Ilość przechodzi w jakość.
Grzegorz Eider
inżynier, dziennikarz, wydawca
Współzałożyciel wielu polskich
pism branży IT, m.in. PCkurier, Enter, Gambler i Amiga.
Wiceprezes Polskiej Agencji Prasowej na początku XXI wieku. Obecnie w branży Public Relations. Prywatnie miłośnik cygar i biesiadowania.
Ambiwalentnie myślący o komputerach i ich natrętnej wszędobylskości.
|
„Istota ludzka powinna umieć zmieniać pieluszki, zaplanować inwazję, zarżnąć wieprza, sterować statkiem, zaprojektować budynek, napisać sonet, prowadzić księgę rachunkową, zbudować mur, nastawić złamanie, pocieszyć umierającego, dawać rozkazy, przyjmować rozkazy, działać w grupie, działać samemu, rozwiązywać równania, analizować nowe problemy, roztrząsać nawóz, zaprogramować komputer, ugotować smaczny posiłek, walczyć skutecznie, umrzeć bohatersko. Specjalizacja jest dla insektów...”.
Robert A. Heinlein, „Time Enough for Love” za: www.gavagai.pl
W epoce socjalizmu, czasach jakże słusznie minionych, w szkołach uczono różnych dziwnych rzeczy, np. że człowiek pochodzi od małpy albo jak odciąć górną część butelki za pomocą zwykłego sznurka, zamieniając ją w szklankę. Wśród uczonych rzeczy były także podstawy marksizmu. Jednym z praw, na których opiera się marksistowska dialektyka, jest prawo przemiany ilości w jakość. Głosi ono, że poszczególne drobne przemiany materii sumują się, by w pewnym momencie osiągnąć punkt krytyczny, wskutek którego powstaje zupełnie nowa jakość.
A właściwie dlaczego o tym piszę? To proste – felietonista to człowiek, któremu wszystko kojarzy się ze wszystkim (czyli trochę taki zwolennik teorii powszechnego spisku albo inny paranoik).
Żywa sieć
Otóż to magiczne przechodzenie w nową jakość, ten nieuchwytny moment narodzin nowego i fakt, że nic go przedtem nie zapowiada, zawsze mnie fascynował. Niewytłumaczalny przeskok między atomami całkiem martwego węgla a życiem, które z nich się składa. Niebywałe. A tu proszę: „prawo dialektyki”, „ilość przechodzi w jakość”. I wszystko jasne. No, może nie całkiem jasne, ale w każdym razie nazwane.
Im dłużej się zastanawiam, idąc tym tropem, nad rozrastającą się nieustannie siecią, do której dopinamy wciąż nowe komputery, tworzymy wciąż nowe połączenia, pasiemy niekończącym się strumieniem informacji, tym bardziej staje się dla mnie oczywiste, że któregoś dnia ona stanie się żywą istotą. Istotą myślącą i świadomą. Po prostu dialektyka – ilość przejdzie w jakość. To nie my stworzymy sztuczną inteligencję, to nie programista napisze aplikację. „Oto ja, wasz myślący komputer” – dojdzie do tego bez naszej woli i kontroli, samoistnie.
Wiem, wiem – marksistowska dialektyka przeszła do historii. Leży w lamusie razem z walką klas, dyktaturą proletariatu i innymi tego typu gadżetami. Nie ma się jednak co cieszyć. Wielu naukowców całkiem współczesnych twierdzi, że otaczającą nas rzeczywistość dobrze opisuje teoria chaosu (http://pl.wikipedia.org/wiki/Teoria_chaosu), zgodnie z którą czasami niewielka zmiana warunków prowadzi do dramatycznej zmiany rezultatu (teoria katastrof francuskiego matematyka René Thoma jakoś dziwnie przypomina dialektyczne przechodzenie ilości w jakość). Zatem być może dzisiaj, podłączając swój wypasiony komputer przenośny do sieci, uruchomiłem „katastrofę” i obudziłem świadomość Onirii Web (tak nazwałem sobie myślącą sieć).
Parkinson i mrówki
W doskonałej książce „Prawo pani Parkinson i inne studia z zakresu wiedzy domowej” brytyjski pisarz Cyril Northcote Parkinson wśród wielu niezwykle interesujących obserwacji pomieścił i tę, że pani domu (tytułowa pani Parkinson) głupieje z biegiem lat, w miarę jak jej dzieci stają się coraz mądrzejsze. Oto bowiem ona, ciągle z nimi będąc i rozmawiając, stopniowo schodzi do ich poziomu, podczas gdy tymczasem one podnoszą się do jej. Z nami jest podobnie – obcując z Onirią Web, stajemy się coraz głupsi, a ona coraz rozumniejsza. Oddajemy jej naszą wiedzę, nasze emocje, nasze więzi.
Obyśmy tylko nie skończyli jak mrówki. To zdumiewające: mrowisko, społeczność mrówek jako całość, zachowuje się rozumnie (działa, jakby myślało), podczas gdy pojedyncze mrówki pozbawione są jakiejkolwiek rozumności. Nawet krzty. Nic nie wiedzą – ani o mrowisku, ani o sobie. Czy zanim stały się częścią mrowiska, wiedziały?
Ocena: 



(aby ocenić, musisz się zalogować w serwisie)
Podobne artykuły: