rewolucja komunikacyjna
Data: 22 styczeń 2008
Na początku świat był uporządkowany. Później rewolucje, w tym także internetowa, wtargnęły w nasze życie. Fascynujący czas przed nami. Czas różnorodności. Kiedyś zniknie, a ekscytujące teraz usługi staną się powszechne. I przyjdzie kolejna rewolucja.
Grzegorz Eider
inżynier, dziennikarz, wydawca
Współzałożyciel wielu polskich
pism branży IT, m.in. PCkurier, Enter, Gambler i Amiga.
Wiceprezes Polskiej Agencji Prasowej na początku XXI wieku. Obecnie w branży Public Relations. Prywatnie miłośnik cygar i biesiadowania.
Ambiwalentnie myślący o komputerach i ich natrętnej wszędobylskości.
|
Najpierw w zamkniętych pomieszczeniach z wentylacją i antystatyczną podłogą, na setkach metrów kwadratowych stały wielkie szafy, pomiędzy którymi przechadzali się statecznie poważni ludzie w białych kitlach. To były ośrodki obliczeniowe, a przechadzający
się kapłani nowoczesności to informatycy. Piękne czasy – porządek, cichy szum mielonej informacji i… żadnych użytkowników. Ci mogli popatrzeć tylko przez przeszklone drzwi albo dostać wyniki obliczeń w postaci wstęgi wydruku zapełnionej niekończącymi się kolumnami liczb (to w pozytywnym wariancie) lub komunikatami błędów (częściej).
Porządek diabli wzięli
A potem przyszła rewolucja – budzące pusty śmiech profesjonalistów komputery osobiste dostały się w ręce milionów użytkowników i cały uporządkowany świat diabli wzięli. Dzisiaj używamy komputerów do robienia takich rzeczy, które nawet nie przychodziły do głowy informatykom słusznie minionej epoki. Nie bez kozery mówi się, że komputer jest najlepszym narzędziem do rozwiązywania problemów, których by nie było, gdyby nie komputery. No i wykorzystujemy je na niewyobrażalną przedtem skalę. Mnie jednak najbardziej w tamtej rewolucji pociągało co innego – różnorodność.
Gdy przeprowadzaliśmy pierwsze w Polsce testy oprogramowania, i publikowali je w pierwszych pismach komputerowych, jednym z podstawowych kryteriów oceny był interfejs użytkownika. Na rozgryzienie go poświęcaliśmy najwięcej czasu. Może i dlatego, że ocena meritum aplikacji wymagała (tak wtedy myśleliśmy) znajomości rzeczy, czyli np. wiedzy typograficznej przy ocenie programów do składu.
A od interfejsu każdy mógł być specjalistą. Wówczas nie przyszłoby mi do głowy, że program do projektowania mostów i program do komponowania muzyki mogą wyglądać niemal identycznie. File, Edit, View, Tools, Window, Help – wszędzie to samo. Z czasem jednak nastąpiło ujednolicenie, które ostatecznie przypieczętował Windows. Dziś nawet największy laik uruchomi nawet najbardziej specjalistyczny program. Zniknęła różnorodność procesorów, komputerów, systemów operacyjnych… Króluje standaryzacja (z całym szacunkiem dla AMD, Linuksa, Apple’a…).
Ciągle to samo
Ten schemat – od ustalonego porządku rzeczy, poprzez rozwalającą go rewolucję owocującą twórczą różnorodnością, a dalej stopniowe obumieranie bocznych gałęzi i standaryzację, by wreszcie popaść w marazm, osiągając nowy ustalony porządek – stale się powtarza. Nie tylko w technice i naturze, ale także w życiu społecznym.
Patrząc na historię największego eksperymentu społeczno-
-gospodarczego w dziejach ludzkości, jakim był realny socjalizm, odnajdziemy go bez trudu, oczywiście w dużym uproszczeniu. I rewolucję, która zmiotła poprzedzający go porządek. I twórczy, wielobarwny okres początków nowego ładu społecznego wraz z krótką epoką tzw. NEP-u (Nowaja Ekonomiczieskaja Politika). I upowszechnienie nowego ładu (standaryzacja), najpierw efektywne gospodarczo i społecznie, by potem przekształcić się w skostniały dogmat. I wreszcie marazm zakończony kolejną rewolucją, w której bierzemy właśnie udział.
Kolejna odsłona rewolucji
Stwierdzenie, że otaczające nas obecnie szaleństwo internetowe to kolejna rewolucja, jest banalne. Faktycznym napędem przemian jest nie tyle internet będący jedynie (i aż) medium, tylko komunikacja jako taka – możliwość wymiany informacji i dostarczenia usług, również takich, o których nam się nie śniło. Internet to taki koń trojański, który rozsadza poprzedzający go porządek świata. Czas różnorodności jest jeszcze przed nami – z tymi wszystkimi hybrydami dotychczasowych funkcji i usług, jak nawigacja satelitarna do samochodów, lodówki same robiące zakupy, reklamy na billboardach pokazujące treść przeznaczoną tylko dla nas, komputery domowe umawiające nas do lekarza. Fascynujący czas przed nami. Niech rozkwita sto kwiatów!
Tylko gdy Mao Tse-tung ogłosił kampanię odrzucającą uprawiany przez siebie z upodobaniem terror stalinizmu pod hasłem „Niech rozkwita sto kwiatów i współzawodniczy sto szkół”, to szybko okazało się, że jego celem nie jest świat różnorodnych idei i koncepcji, lecz ich eksterminacja, gdy już się ujawnią na fali tej kampanii.
Także nasza rewolucja kiedyś ugrzęźnie, różnorodność zniknie, usługi staną się jednakie… Tylko my będziemy już skomunikowani, a może po prostu sprzęgnięci.
Ocena: 



(aby ocenić, musisz się zalogować w serwisie)
Podobne artykuły: