środa, 23 maj 2012
NEXT / Artykuły / NEXT 1/2008 / Artykuły z NEXT 1/2008 / Komputerowa opowieść
NEXT 1/2008 - okładka





Temat numeru:
Przejdź do innych artykułów:

NEXT 1/2008 - Komputerowa opowieść

Komputerowa opowieść - ikonka IGRASZKI STWÓRCY

Data: 14 grudzień 2007

Za oknem śnieg. W sklepach Mikołaje wciskają ludziom coraz droższy chłam. Chińczycy pewnie nawet nie wiedzą, dlaczego muszą teraz spać jeszcze krócej, i produkować jeszcze więcej. W telewizji ckliwe filmy. To znak, że nadchodzą święta.


Grzegorz Eider
inżynier, dziennikarz, wydawca


Współzałożyciel wielu polskich pism branży IT, m.in. PCkurier, Enter, Gambler i Amiga. Wiceprezes Polskiej Agencji Prasowej na początku XXI wieku. Obecnie w branży Public Relations. Prywatnie miłośnik cygar i biesiadowania. Ambiwalentnie myślący o komputerach i ich natrętnej wszędobylskości.

W takich okolicznościach w felietonie należy się czytelnikowi wigilijna opowieść. Żeby na przykład komputery przemówiły prawdziwą ludzką mową – zamrugały ekranami i powiedziały, co o tym wszystkim myślą. Ciekawe, swoją drogą, co ta maszyna płaska z ekranem i klawiszami, nad którymi się znęcam, by mi powiedziała?

Gadający automat

Jednak kiedy zacząłem się nad tym zastanawiać, uświadomiłem sobie, że przecież gadające komputery nikogo nie zadziwią. Tak, owieczka (nawet gdyby to była Dolly, ta sklonowana), gdy w Wigilię zamiast beczeć, zacznie przemawiać, to rzeczywiście będzie scena szokująca – działająca na wyobraźnię, i to nie tylko małych dzieci. Ale gadający komputer… nihil novi sub solem. W sąsiednim pokoju komputer regularnie, podekscytowanym głosem Dariusza Szpakowskiego, komentuje mecze rozgrywane na ekranie przez mojego syna.

Szczerze mówiąc, najpierw byłem zdziwiony, jak trafnie oddające sytuację na boisku komentarze może generować automat, sięgając do bazy danych z frazami ze Szpakowskiego. Teraz sobie myślę, że to Szpakowski, komentując faktycznie na żywo, mówi tak, jakby zdania generował automat. To w sumie nic dziwnego – ściśle zdefiniowana tematyka, ograniczona różnorodność sytuacji na boisku, które trzeba skomentować, limitowana liczba słów. Tak zmodyfikowany test Turinga niewątpliwie komputer mojego syna przeszedłby pomyślnie. Dla przypomnienia, test Turinga to eksperyment, który ma pokazać, czy mamy do czynienia ze sztuczną inteligencją – sędzia (człowiek) prowadzi rozmowę w języku naturalnym z innymi „osobnikami” (na przykład przez telefon), wśród których znajduje się maszyna. Jeśli nie jest w stanie wskazać, który z „osobników” jest maszyną, to znaczy, że jest ona inteligentna. Jak dotąd żaden komputer (program) testu Turinga nie zaliczył, a na twórcę programu, któremu to się uda, wciąż czeka pokaźna nagroda Loebnera (http://pl.wikipedia.org/wiki/Nagroda_Loebnera).

Inteligentny stwór

To, że do tej pory komputery, nawet te najpotężniejsze, nie wykazują oznak inteligencji, nie oznacza, że pewnego dnia nasz pecet nie okaże się inteligentnym stworem (oby tylko nie potworem). Komputery ewoluują. Kilkadziesiąt lat temu były maszynami matematycznymi (w Warszawie wciąż funkcjonuje powstały w 1957 roku Instytut Maszyn Matematycznych). W owym czasie komputery służyły wyłącznie do liczenia, jak suwak logarytmiczny. Komputer najpierw obliczał parametry prognozy pogody, a potem uzdolniony manualnie synoptyk rysował na mapie chmurki i błyskawice. I przed obiektyw kamery! Tak to wyglądało. Któż w tamtych maszynach dopatrzyłby się możliwości graficznych, zdolności komunikacyjnych? Któż dostrzegłby potencjał interakcji z człowiekiem? Tego po prostu w tamtych komputerach nie podobna było się doszukać. Nie wyobrażaliśmy sobie, do czego te maszyny mogą służyć.

Kreacja czy ewolucja?

To ciekawy przyczynek do dyskusji między kreacjonistami (zwolennicy tezy, że życie w swojej różnorodności zostało stworzone przez istotę wyższą, czyli Boga) a ewolucjonistami (życie powstało przypadkowo i do obecnej mnogości gatunków wyewoluowało). Właściwie to oni nie dyskutują, tylko obrzucają się obelgami i walczą o zmianę lub utrzymanie programów nauczania w szkole. No bo jak dyskutować o tym, czy pochodzimy od włochatej, skołtunionej małpy – a wcześniej bezpostaciowej ameby – czy też zaradnej córki Bożej – Ewy i tego nieco naiwnego prapantoflarza Adama. Gdyby jednak rozmowa była możliwa, to komputery – z jednej strony ewoluujące (plus dla ewolucjonistów), z drugiej – przecież niewątpliwie przez nas stworzone (plus dla kreacjonistów) – nadałyby tej dyskusji ciekawy wymiar. Można by dojść do wniosku, że ten-tam z ekranem to po trosze dzieło naszego umysłu i rąk (boska kreacja!), a po trosze wynik ślepej ewolucji, w której jako konsumenci tworzyliśmy jedynie kryteria selekcji (odrzucając nietrafione konstrukcje i idiotyczne pomysły). Przeniesienie tego spojrzenia na temat naszego pochodzenia prowadziłoby do ciekawych koncepcji łączących Boga z ewolucją. Hmm.

Mnie wszakże bardziej porusza inna obserwacja. Otóż my, boscy stwórcy komputerów, tworzyliśmy i zmienialiśmy nasze dzieło. Jednak jeszcze bardziej to ono, stworzona przez nas maszyna, zmieniło nas i nasze życie! Ciekawe, jak Boga zmieniło stworzenie człowieka?


Ocena: +++++    (aby ocenić, musisz się zalogować w serwisie)

Podobne artykuły:

Komentarze:

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował.
Niezalogowany

Aby mieć dostęp do niektórych części serwisu NEXT (np. forum dyskusyjnego, oceny numeru, newslettera), musisz posiadać konto w naszym serwisie. Zachęcamy do darmowej rejestracji!

Jeżeli posiadasz już konto w serwisie, to zaloguj się.