wrażenia z przebiegu procesu rekrutacji
Data: 20 maj 2008
Identyfikator: 080619
Prawie każdy chciałby pracować w Google, u najlepszego na świecie pracodawcy wg rankingu magazynu „Fortune”. O swoich wrażeniach z przebiegu rekrutacji opowie nasz czytelnik, który odbył rozmowę kwalifikacyjną na stanowisko inżyniera-stażysty.
|
Nietypowa rekrutacja
|
Krzysztof Trynkiewicz
student informatyki na Uniwersytecie Jagiellońskim
Rekrutacją do Google żyłem wiele miesięcy, a doświadczenie przy niej nabyte jest nieporównywalne z efektami innych aplikacji. Stale utrzymywałem kontakt z osobą rekrutującą przez chat Gmaila, przy planowaniu rozmów telefonicznych dla pracowników używano nie telefonów lub e-maili, lecz usługi Google Calendar, zaś kod pisany był we współdzielonym arkuszu Google Docs. Bez wątpienia jest to istotny krok w technologicznych aspektach rekrutacji.
Aplikując, byłem studentem I roku informatyki, bez doświadczenia w pracy na etat, jednak z wieloma ukończonymi projektami autorskimi. Potwierdza się więc, że w Google doceniają to, czego można dokonać, a nie dotychczasowe sukcesy. Nawet jeśli nie jesteśmy idealni na stanowisko w danej placówce, warto aplikować – rekrutujący nie zapominają o dobrych kandydatach i szukają im stanowiska w różnych oddziałach.
|
Dwa miesiące czekałem na odpowiedź na moje CV, wysłane, według zaleceń dostępnych na stronie http://google.com/jobs, w prostej formie tekstowej. Przy okazji przeprowadzania rekrutacji w Krakowie zorganizowano wykłady na dwóch uczelniach: UJ i AGH. Dzięki poznanej tam osobie rekrutującej otrzymałem wkrótce propozycję stażu w Szwecji przy projekcie lepiej pasującym do moich doświadczeń i umiejętności.
Rekrutacja
Początkowo proces rekrutacji odbywał się za pomocą e-maili. Pytano mnie między innymi o języki programowania, które znam. Biegłość w dowolnym z nich w zasadzie wystarczała (i to niekoniecznie Java czy odmiany C). W większości firm specjalizujemy się w danym języku, tracąc tym samym kontakt z innymi. Pracując w Google, otrzymujemy zadania do wykonania w różnych językach. Przykładowo, dostajemy polecenie napisania czegoś w Ruby i dwa tygodnie na nauczenie się go. Tym samym jesteśmy mobilizowani do poszerzania swoich horyzontów i ciągłego dążenia do wiedzy.
Dodatkowo w firmie realizowany jest tzw. program 20 proc. Polega on na tym, że kiedy nie mamy pilnych zleceń, wykorzystujemy czas (do 20 proc.) na rozwój własnych projektów. Często są one następnie adaptowane jako usługi Google (np. iGoogle czy Google
Suggest), są zatem bardzo cenione. Jak się później okazało, programowanie odbywa się w parach, a dodatkowo wprowadzono system recenzji cudzego kodu.
|
Kariera w strukturach firmy
|
|
Google ma w naszym kraju trzy siedziby, w których obecnie pracuje ponad 100 osób. Oddział warszawski zajmuje się działalnością biznesową na rynku polskim, wrocławski to przede wszystkim obsługa klientów (także zagranicznych), natomiast w Krakowie mieści się centrum badawczo-rozwojowe. Od kandydatów do pracy we Wrocławiu nie wymaga się wykształcenia ściśle informatycznego, ponieważ mogą się oni zajmować realizacją różnych zagadnień. Konieczna jest natomiast znajomość języków obcych. W rekrutacji do Krakowa sprawdza się przede wszystkim umiejętność w programowaniu. By zgłosić swoją kandydaturę, trzeba wejść na stronę kariery, wypełnić formularz i wysłać swoje CV. www.google.pl/intl/pl/jobs/
|
Rozmowy kwalifikacyjne
Aby zostać stażystą, należy przeprowadzić 2–3 rozmowy telefoniczne, natomiast do pracy na pełen etat potrzebne jest także przejście około czterech spotkań bezpośrednich. Rozmowy takie przeprowadzają nie osoby rekrutujące, lecz zwykli pracownicy – jest to dosyć innowacyjne podejście. Każdy z pracowników ma więc swój wkład w rekrutację i jest zobligowany do tworzenia ciekawych pytań dla chętnych.
Do przeprowadzenia rozmowy konieczny jest komputer z dostępem do internetu. Komunikacja odbywa się dodatkowo przez arkusze Google Docs. Podczas pierwszej kwalifikacji (na stanowisko związane z rozwojem usług webowych Google) poproszono mnie o wytłumaczenie najpierw osobie nietechnicznej, a potem już profesjonalnie, co się dzieje po wprowadzeniu adresu w wyszukiwarce i naciśnięciu klawisza Enter. Pytano także, jakie mogą być powody powolnego działania strony i jak temu zaradzić jako webmaster i jako użytkownik oraz jak napisać serwer HTTP.
Po 25 minutach rozmowy o teorii przeszliśmy do pisania kodu.
„Powiedzmy, że mamy robota, który porusza się po schodach. Mamy także dostępną funkcję boolean step() i jej prawdopodobieństwo równe p, że wynikiem jej wywołania będzie wejście o stopień wyżej, oraz 1-p, że robot cofnie się o jeden stopień. Jak zaprojektujesz funkcję void StepUp(), by mieć pewność, że po jej wywołaniu będziemy na wyższym schodku? Jak zaprojektować taką funkcję bez użycia liczników?”. Odpowiedzi zapisywałem w języku PHP, którego nie znał mój rozmówca. Było to wręcz plusem, ponieważ także on dowiedział się czegoś nowego z tej dyskusji.
Kolejne etapy
Po dwóch dniach otrzymałem zaproszenie na drugą rozmowę telefoniczną. Tym razem pytano mnie o różnice między metodami przesyłania danych GET i POST oraz którą metodą odbywa się wysyłanie obrazka. Kazano mi także zaprojektować nowy protokół przesyłania danych.
Następnie rozmowa skierowała się w stronę zarządzania personelem i relacjami z klientami, by znowu powrócić do programowania, a dokładniej tablic haszujących: „Mamy książkę telefoniczną z danymi teleadresowymi. Jak zaprojektować optymalną funkcję haszującą? Mamy także listę liczb całkowitych i liczbę finalną (ang. target). Jak zaprojektować funkcję, która sprawdza, czy suma dwóch danych liczb jest równa naszemu targetowi? Co się stanie, jeśli wykonamy tę funkcję wielokrotnie dla różnych targetów? Jak ją wtedy przyspieszyć?”.
Powyższe pytania były pretekstem do dyskusji, w trakcie której ja wymyślałem coraz to ciekawsze rozwiązania, zaś mój rozmówca – bardziej intrygujące przypadki. W Google nie liczy się bowiem to, czego już ktoś dokonał, lecz to, co może jeszcze zrobić.
Ostatnie pytanie było zupełnie z innej bajki: „Oglądasz film. Jedzie w nim samochód, przyspiesza. W pewnym momencie wydaje się, że koła «zatrzymują się» (nie widzimy, że przyspieszają). Jak oceniłbyś prędkość samochodu?”. Pytanie to było dosyć niespodziewane i wzbudziło wiele wątpliwości.
Sam proces rekrutacji jest zupełnie różny niż w innych firmach, z którymi miałem wcześniej do czynienia. Serdecznie polecam każdemu złożenie aplikacji do Google. Sama rekrutacja jest tego warta.
Ocena: 



(aby ocenić, musisz się zalogować w serwisie)
Podobne artykuły: