polskie ośrodki wspierania innowacyjności
Data: 17 luty 2009
Identyfikator: 090309
Liczba działających u nas parków technologicznych i inkubatorów innowacyjności może sprawiać wrażenie, że jesteśmy potęgą w dziedzinie nowych technologii. Niestety, z opinii specjalistów wynika, że obecnie mamy małe szanse na stworzenie polskiej Doliny Krzemowej.
Strona 1 z 2
|
Zdaniem eksperta
|
- prof. Marek Hołyński
prezes Polskiego Towarzystwa Informatycznego
W Polsce nie da się stworzyć drugiej Doliny Krzemowej ze względu na brak ludzi. Potrzebna jest znaczna liczba specjalistów światowej czołówki – ludzie z drugiej ligi stworzą drugoligowy produkt, którego klienci nie kupią, mając równocześnie na półce produkt najwyższej klasy. Specjaliści ci muszą tworzyć masę krytyczną, zgromadzeni w jednym miejscu, mający silną motywację do sprawdzenia się, poczucie misji i mogący wymieniać się pomysłami. Potrzebne są doskonałe warunki pracy, bo brzydota zabija kreatywność. Niezbędni są nie tylko szaleni pomysłodawcy, ale też ludzie pracujący na sukces zespołu – w Dolinie Krzemowej mówiliśmy na to „czterech normalnych na jednego świra”.
|
W Polsce istnieje lub powstaje kilkadziesiąt parków naukowo-technologicznych – średnio od niemal trzech do prawie czterech na każde województwo. O ile na same ośrodki można się natknąć prawie na każdym kroku, o tyle efekty ich działalności niełatwo znaleźć. Dlaczego?
Z rezerwą do technoparków
Teoretycznie technoparki powinny być kolebkami, w których innowacyjne pomysły przekształcane byłyby w projekty z udziałem zdolnych je zrealizować fachowców i odpowiednim kapitałem inwestycyjnym. Powinny tworzyć warunki do zakładania nowych firm, transferu wiedzy między nauką a firmami, a także w obrębie samego biznesu. – Przepis na sukces Doliny Krzemowej obejmuje wiele składników, jednak kluczowe są: silne zaplecze akademickie, dostępność kapitału na przedsięwzięcia wysokiego ryzyka, przyjazne środowisko do prowadzenia działalności gospodarczej i realizowania projektów – uważa Krzysztof Wnęk, prezes firmy Miasteczko Multimedialne Sp. z o.o. przygotowującej projekt budowy parku technologicznego w Nowym Sączu. Praktyka pokazuje jednak smutną rzeczywistość – większość działań technoparków koncentruje się wokół seminariów, konferencji, szkoleń i doradztwa. Konkretne projekty rodzą się rzadko.
Kłopoty kadrowe
Dlaczego w Polsce stworzenie miniaturowej repliki Doliny Krzemowej jest takie trudne? Profesor Marek Hołyński, prezes Polskiego Towarzystwa Informatycznego, wykładał w latach 80. na Uniwersytecie Bostońskim i Massachussetts Institute of Technology, a następnie pracował w Silicon Valley. Jego zdaniem drenaż mózgów, jakiemu podlega Polska od lat, oraz specyficzne warunki panujące na naszych uczelniach powodują, że niezwykle trudno będzie wykształcić fachowców na odpowiednim poziomie.
– Problemem polskich uczelni jest ich bizantyjski charakter. Awanse i znaczenie wiążą się raczej z tytułami i formalizmami niż rzeczywistymi dokonaniami – ocenia prof. Hołyński. – Naukowcy nie są przygotowani do działań na rynku i opracowywania produktów nie tylko ciekawych, ale też takich, które da się w przyszłości sprzedać.
Na słabość kadrową zwraca także uwagę Olaf Gajl, dyrektor generalny Polskiej Izby Gospodarczej Zaawansowanych Technologii: – Największym problemem są wady systemu edukacyjnego, który nie kształci w kierunku pracy zespołowej i doskonałej komunikacji. Potrzebny jest charyzmatyczny lider, który poprowadzi przedsięwzięcie do sukcesu. W naszej rzeczywistości jest on traktowany jak wróg.
Statystykom tworzenia technoparków nie dorównuje, niestety, entuzjazm biznesu do uczestniczenia w tych przedsięwzięciach. Większość z nich jest tworzona odgórnie jako przedsięwzięcia uczelni publicznych albo podmiotów samorządu terytorialnego, często w oparciu o fundusze unijne przeznaczone w zamyśle twórców na innowacyjność. Niestety, model ten ma także wady.
– Okazało się, że instytucje zarządzające technoparkami muszą zdobyć pieniądze na własną działalność, a przez to nie mają czasu zająć się działalnością merytoryczną – mówi Olaf Gajl.
Marnowanie funduszy
Wykorzystanie środków przeznaczonych na poprawę innowacyjności gospodarki, również budzi wątpliwości. – Z moich obserwacji wynika, że fundusze strukturalne służą głównie absorpcji funduszy europejskich i niczemu poza tym – uważa Paweł Krawczyk, konsultant ds. bezpieczeństwa informatycznego. – Często odbywa się to przez fikcyjne projekty niezwiązane z innowacyjnością i niesłużące niczemu poza samym zdobyciem środków.
Bariera administracyjno-biurokratyczna stojąca na drodze do otrzymania funduszy powoduje, że małym przedsiębiorstwom nie opłaca się w ogóle tym zająć. Głównymi beneficjentami tych funduszy stają się więc duże firmy, które traktują je jako wyspecjalizowane źródło zysków.
Ocena: 



(aby ocenić, musisz się zalogować w serwisie)
Podobne artykuły: