test porównawczy ruterów WiFi
Data: 20 styczeń 2009
Identyfikator: 090232
Specyfikacja standardu 802.11n wciąż jeszcze nie jest ustalona, a sieci WiFi działa już tyle, że coraz częściej zakłócają się wzajemnie. Rozwiązaniem są pojawiające się już na rynku urządzenia Dual-Band pracujące w paśmie 5 GHz. Sprawdziliśmy, jak działają w porównaniu z klasycznymi modelami.
Strona 1 z 3
|
Testowane produkty
|
- Asus RT-N15
- D-Link DIR-855
- Edimax BR-6574N
- Intellinet 524315
- Linksys WRT610N--EU
- Netgear WNDR3300
- SMC SMCWGBR14-N EU
- TP-Link TL-WR941ND
- Trendnet TEW-672GR
- ZyXEL NBG-420N
|
Bezprzewodowe sieci komputerowe są bardzo popularne, co jest jedną z przyczyn kłopotów związanych z WiFi. W sąsiedztwie mogą działać jedynie trzy niekolidujące ze sobą sieci („Porządek w eterze” 334), tymczasem w mieście niemal w każdym punkcie można wykryć więcej niż 5 sieci. Wzajemne zakłócanie się to główna przyczyna niestabilności połączeń.
Jednym ze sposobów poprawy jakości połączenia jest korzystanie z ruterów, które działają w paśmie 5 GHz. Są to tzw. modele dual band, które mogą pracować zarówno na częstotliwości 2,4 GHz, jak i 5 GHz. Niestety, obecnie jest niewiele takich urządzeń, dlatego też w teście znalazły się rutery jednozakresowe, obsługujące sieci 802.11n. Testowane rutery przeznaczone są dla użytkowników internetu dostarczanego przez operatorów kablowych. Ponieważ żadne z urządzeń nie zawiera modemu ADSL, aby wykorzystać neostradę lub podobną usługę, konieczny jest odpowiedni modem.
Przyszłość standardu 802.11n
Ruter standardu 802.11n ma oferować nawet 14-krotnie poprawiony zasięg, 6-krotnie większą szybkość przesyłania danych i znacznie lepszą niezawodność połączenia. A wszystko to dzięki wykorzystaniu jednoczesnej transmisji danych poprzez dwa, trzy lub cztery tory nadawczo-odbiorcze oraz zaawansowanej analizie informacji odbieranych z różnymi opóźnieniami przez poszczególne tory. Nowsze wersje specyfikacji 802.11n dopuszczają transmisję w paśmie
5 GHz, dzięki czemu dane przesyłane są szerszym kanałem (40 zamiast 20 MHz), co także ma zwiększyć tempo pracy.
|
Zdaniem redaktora
|
- Michał Szulowski
redaktor działu Hardware
Trudno kupować sprzęt, który może się okazać niezgodny ze standardem n. Miejmy nadzieję, że kiedyś doczeka się oficjalnej specyfikacji. Ale jeśli tego rodzaju urządzenia nie znajdą nabywców, może się
okazać, że producenci przestaną je rozwijać
ze względu na brak zapotrzebowania na nowy standard. Dlatego jeśli potrzebujesz rutera WiFi działającego szybciej niż urządzenia w standardzie 802.11g, pomyśl o sprzęcie, który zapewnia możliwość pracy w paśmie 5 GHz. Najłatwiej poznać go po tym, że może obsługiwać sieci standardu 802.11a. Zapewni on możliwość korzystania z urządzeń standardu 802.11g
i jednocześnie niezakłóconą pracę sieci.
|
Mimo ponad czterech lat prac wciąż nie ustalono ostatecznie wszystkich szczegółów technicznych standardu 802.11n. W 2008 roku co dwa miesiące wprowadzana była kolejna wersja robocza specyfikacji, tzw. draft. Obecnie dostępna jest już 7. wersja. Mimo to większość urządzeń dostępnych w sprzedaży jest zgodna z draftem 2, który obowiązywał jeszcze na początku 2008 roku.
Wersja 7. jest akceptowana przez 95 proc. firm współpracujących przy tworzeniu tego standardu. Według najnowszych ustaleń ma on zostać uzgodniony w pierwszej połowie 2009 roku, zaś pierwsze produkty powinny być dostępne pod koniec 2009 lub na początku 2010 roku. Na pytanie, czy będą współpracować bez problemów z tymi, które są obecnie w sprzedaży, nie ma jeszcze odpowiedzi.
Czy potrzeba szybkich sieci?
Najszybsza oferta dostępu do internetu w Polsce zapewnia transfer danych z prędkością dochodzącą do 20 Mb/s. Tymczasem
w sieciach bezprzewodowych 802.11g wartość 54 Mb/s to łączna ilość informacji przesyłanych. W najlepszym przypadku na dane pozostaje około 2/5 tej wartości, a więc około 22 Mb/s. Taka przepustowość to wartość uzyskiwana w najlepszych warunkach przy braku innych sieci lub dodatkowych urządzeń wewnątrz tej sieci, które również przesyłałyby dane lub zakłócały sygnał.
Jak widać, obecnie przepustowość starszego standardu 802.11g w teorii wystarcza do połączenia z internetem w Polsce. W Japonii standardem są już jednak łącza 100 Mb/s,
a zgodnie z najnowszymi zapowiedziami również w Polsce za jakiś czas będziemy korzystać z podobnych.
O ile przy korzystaniu z internetu przez jednego użytkownika sieć typu g nie będzie jeszcze ograniczeniem, to przy przesyłaniu danych między różnymi komputerami w sieci będzie to już wyraźne spowolnienie. Wystarczy spojrzeć na tabelkę na dole strony, w której przedstawiliśmy czas przesyłania różnego rodzaju danych.
Gdy priorytetem staje się szybka wymiana plików pomiędzy komputerami, pozostaje zastosowanie dobrego rutera przewodowego wyposażonego w interfejs Gigabit Ethernet, który pozwoli uzyskać pięciokrotne skrócenie czasu przesyłania danych. Większość współczesnych komputerów jest już wyposażana w odpowiednie karty sieciowe. Szkoda, że tak mało urządzeń przeznaczonych na rynek SOHO działa w tym standardzie. Dodatkowym problemem jest to, że Gigabit Ethernet wymaga dobrej jakości kabli sygnałowych z poprawnie założonymi końcówkami, co w praktyce wymusza kupowanie gotowych przewodów.
Co widać na ruterze?
Testowane rutery różnią się już samym wyglądem. Od prostopadłościennych, czarnych pudełek z antenkami (urządzenia Intellinet) aż po przypominające kosmiczne spodki rutery Linksys. W tym ostatnim przypadku zastosowano wewnętrzne anteny. To rozwiązanie, tak podkreślane przez producenta, w testach powodowało znaczne pogorszenie jakości transmisji danych na większą odległość. Zarówno Linksys, jak i Asus, który także miał wewnętrzne anteny, wykazały się znacznym spadkiem szybkości transmisji na odległość około 25 m.
Niektóre rutery dość mocno i jasno świecą diodami sygnalizującymi stan pracy. Wprawdzie nie stanowi to problemu w biurze, ale w domu – już tak.
Najbardziej rozbudowane urządzenie firmy D-Link ma na swojej obudowie dwa przyciski nawigacyjne oraz wyświetlacz LCD. Zastąpił on większość diod sygnalizacyjnych – producent pozostawił jedynie informację o włączonym zasilaniu. Jest to efektowny, ale mało praktyczny pomysł. Sprawdzenie stanu urządzenia wymaga teraz podejścia do niego i wczytania się w wyświetlane komunikaty, zamiast rzutu okiem na świecące diody.
Ocena: 



(aby ocenić, musisz się zalogować w serwisie)
Podobne artykuły: